Wysłane przez: admin w dniu: 09/02/2010
Palikot, przyjaciel Komorowskiego, wytyka głównemu kontrkandydatowi jego kumpla - Sikorskiemu, poglądy żony. Tymczasem dziennikarka Anne Applebaum, czyli żona polskiego ministra spraw zagranicznych, ma pełne prawo wypowiadać się na tematy polityczne, bo to przecież jej zawód. Jej artykuł w “Washington Post” skądinąd słusznie zwraca uwagę na rzecz tak oczywistą, że aż banalną: że Unią rządzą Niemcy i Francja.
Obojętnie jednak od tego, że w tej kwestii red. Applebaum ma rację, to przecież ma prawo wypowiadać się także wtedy, kiedy jej nie ma (zwłaszcza, gdy jeszcze na tym dobrze zarabia). Ale Palikotowi nie chodzi o merytoryczną polemikę czy dobrą radę dla żony Sikorskiego, żeby siedziała wreszcie cicho. Jemu chodzi o “załatwienie” kandydatury najważniejszego rywala Bronisława Komorowskiego. Palikot cynicznie wysyła sygnał do działaczy PO: Sikorski ma nieodpowiedzialną żonę, będzie nas ciągnęła w dół, a więc się nie nadaje, trzeba więc postawić na Komorowskiego - i basta.
Nie moja sprawa kogo wskaże PO, ale załatwianie wewnątrzpartyjnych porachunków poprzez atakowanie rodziny (w tym wypadku żony) rywala nie powinno się zdarzać. W polityce nie wszystko jest na sprzedaż i nie każda metoda jest przyzwoita. A jak nie jest przyzwoita, to na dłuższą metę jest nieskuteczna…
Niech Anne Applebaum pisze, co chce. Będąc przeciwnikiem politycznym jej męża, pierwszy będę bronił jej prawa do wykonywania zawodu. Tylko jeden temat powinien być dla niej tabu. Nie chodzi wcale o politykę czy politykę międzynarodową. Jako żona szefa polskiego MSZ nie powinna pozwalać sobie na niewłaściwe, bo naruszające prywatność, uwagi o życiu erotycznym prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwili, co zdarzyło się jakiś czas temu.
Współczuję Radkowi Sikorskiemu. Może teraz chłop zrozumie mądrość starego, polskiego przysłowia “Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Dziś Radek Sikorski pewnie żałuje swoich nieładnych, nieroztropnie wypowiedzianych 17.09.2007 r. dla TVN 24, słów: “Gdyby moja żona zrobiła mi to, co Nelly Rokicie, zmieniłbym zamki w drzwiach”… (Ryszard Czarnecki)
Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | Komentarze: 2
Wysłane przez: admin w dniu: 09/02/2010
Coraz goręcej w rządzie. Wicepremier Waldemar Pawlak rozprawia się z szumnymi zapowiedziami premiera w sprawie programu konwergencji do euro. Na swoim blogu wytyka błędy, jakie jego zdaniem popełnił minister finansów opracowując plan przystąpienia do strefy euro.
W zeszły piątek koalicjanci mieli dojść do porozumienia w tej sprawie. Z naszych informacji wynika, że to spotkanie do najprzyjemniejszych nie należało. “Zaczęło się ostro, dopiero pod koniec rozmów atmosfera się wyklarowała” - relacjonuje jeden z ludowców. Co uzgodniono? Tego politycy PSL nie chcą zdradzać. Wiadomo jednak, że chodzi przede wszystkim o reformę KRUS i propozycję, zgodnie z którą rolnicy mieliby zostać płatnikami podatku dochodowego.
“Chyba udało się przekonać ministra Rostowskiego, że taki zabieg kosztowałby budżet państwa 11 miliardów złotych” - opowiada nasz rozmówca.
Obecnie 1,5 miliona gospodarstw rolnych płaci zryczałtowany podatek rolny, ale tylko 217 tysięcy z nich jest dochodowych. Po zamianie opodatkowania tylko one płaciłyby podatek, dlatego wpływy do budżetu spadłyby o 6 mld zł. Stratę tych dochodów musiałoby samorządom wyrównać państwo - wyliczyli eksperci PSL.
Co więcej, z ich interpretacji wynika, że zapewne część gospodarstw rolnych uciekłaby do szarej strefy, ukrywając swoje dochody. Podobny schemat miałby nastąpić w związku z zapowiadaną reformą KRUS, co miałoby uszczuplić budżet państwa o kolejne 5 miliardów złotych. Najprawdopodobniej te punkty znikną z planu konsolidacji finansów publicznych, który ma we wtorek zostać przyjęty przez rząd. Zostaną omówione za tydzień podczas spotkania ministra Michała Boniego z grupą ekspertów PSL.
Ta zmiana mocno wpływa też na program konwergencji do euro. Program przygotowany przez ministra Rostowskiego opierał się na planie konsolidacji, który z formalnego punktu widzenia nie istniał. Dlaczego? Bo nie został przyjęty przez rząd. Po drugie zawierał dane, które ludowcy uznali za nazbyt optymistyczne i fałszujące rzeczywisty obraz polskiej gospodarki. (dziennik.pl)
Kategoria: Co tam Panie w koalicji | 1 Komentarz
Wysłane przez: admin w dniu: 09/02/2010
Wystarczyły trzy w miarę gładkie przesłuchania – Grzegorza Schetyny, Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego – by w obozie Platformy pojawiły się gromkie wołania, że kolejni zeznający nic nie wnoszą do sprawy, więc prace komisji hazardowej można już zakończyć.
Wydawałoby się, że po kompromitacji, jaką było zmarnowanie pierwszych tygodni na próby usunięcia opozycji z komisji, a następnie lekceważenie przez przewodniczącego Sekułę kłopotów posłów z dostępem do stenogramów, politycy PO powinni wypowiadać się bardziej powściągliwie. A jednak znaleźli się tacy, którzy już dziś gotowi są otwarcie żądać, aby komisja szybko zakończyła krótkie rytualne istnienie – i by można było przystąpić do kampanii prezydenckiej.
A komisja ma jeszcze wiele do zbadania. Nieprzypadkowo irytację w Platformie wywołała opublikowana przez “Rzeczpospolitą” informacja o tym, co Ryszard Sobiesiak powiedział w śledztwie. Zeznania hazardowego biznesmena każą bowiem zadać pytanie, czy Grzegorz Schetyna mówił przed komisją prawdę. A informacje Sobiesiaka dotyczące roli Marcina Rosoła (byłego asystenta Mirosława Drzewieckiego) zmuszą posłów, aby drążyli sprawę przecieku i zadawali nowe pytania o szczelność rządu.
Doświadczenie komisji badającej aferę Rywina podpowiada, że najciekawsze sprawy nie wychodziły na jaw od razu, ale po porównaniu zeznań różnych świadków. Dlatego już dziś warto postawić sprawę jasno: komisja nie tylko powinna pracować dalej, ale też pracować znacznie dłużej, niż początkowo ustalono. Posłowie na pewno nie zdążą zakończyć prac do końca lutego, więc już teraz koalicja i opozycja powinny wspólnie zdecydować o przedłużeniu jej działania.I nie o miesiąc czy dwa – z łaski premiera Tuska – ale o tyle, ile będzie potrzeba do pełnego wyjaśnienia wszystkich wątpliwości. Tym bardziej że to nie opozycja odpowiada za to, że do pierwszych normalnych przesłuchań doszło dopiero przed niecałym miesiącem.
To prawda, że członkowie komisji nie są idealnymi śledczymi. Drażni intelektualne rozmemłanie posłów, niestosowne dowcipy czy częste strzały kulą w płot. Ale lepsza jest niedoskonała komisja, która mozolnie szuka prawdy, niż tryumf piarowców od „Zbycha” i „Mira” – a tym byłby rychły koniec sejmowego śledztwa. Nie pozwólmy tej sprawie ukręcić łba. (Piotr Semka)
Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | 1 Komentarz